czwartek, 10 sierpnia 2017

Co zabrać do szpitala na planowy pobyt

Witam ponownie. Dziś postanowiłam opisać co według mnie trzeba zabrać do szpitala, tak żeby niczego nam nie brakowało. Z racji tego że zbliża się mój 4 już pobyt szykuję sobie wszystko powoli żeby niczego nie zapomnieć- wiadomo zawsze może ktoś coś dowieść ale po co sto razy jeździć.
Tak więc przede wszystkim zabieramy:
1.Piżamki, koszule nocne lub co kto woli do spania
2.Lekkie koszulki i spodnie na dzień (oczywiście jeśli nie musimy leżeć jak np.po operacji)
3.Bielizna (stanik raczej sportowy), skarpetki
4.Kosmetyki (żel pod prysznic,szampon,odżywka,szczoteczka,pasta,krem,balsam, mydło w płynie, grzebień, suszarka, przybory do golenia, chusteczki higieniczne, antyperspirant ,gąbka do mycia, tampony, podpaski...)
5.Ręczniki
6.Kapcie (ja zabieram lekkie tenisówki i klapki pod prysznic)
7.Książki, krzyżówki itp
8.Telefon, tablet, słuchawki...w końcu trzeba mieć łączność ze światem :)
9.Kubek,sztućce
10.Woda
11.Nie za dużo pieniędzy np.na gazetę lub kawkę w bufecie
12.Papier toaletowy (nie lubię szpitalnego gdyż jest szorstki)
13.Ciepła bluza lub sweter jak byśmy chcieli wyjść na zewnątrz
14.Szlafrok (ja wolę bluzę rozpinaną)
15.Poduszka (nie ma to jak swoja)
Jeśli chodzi o poduszkę to pamiętam mój pierwszy pobyt w szpitalu gdy poprosiłam męża aby mi przywiózł poduszkę, gdyż szpitalna była bardzo płaska i nie wygodna. Mąż przywiózł mi moją ogromną poduchę z sypialni zamiast małego jaśka, ile było śmiechu kiedy jechałam na operację z tak wielką poduchą :)
16.Dokumenty z leczenia szpitalnego, wyniki badań, skierowanie (zdarzyło mi się zapomnieć ), dowód osobisty.
To chyba tyle. Poniżej zdjęcie mojej śmiesznej piżamki :)
Pozdrawiam serdecznie i nie życzę nikomu, aby musiał szykować się na pobyt w szpitalu.


środa, 9 sierpnia 2017

Wakacje w słonecznej Bułgarii

Dziś opiszę Wam moje wakacje w Bułgarii. W planie były Wyspy Kanaryjskie ale z polecenia znajomej tym razem padło na Bułgarię. Wyspy może za rok jak zdrowie i finanse pozwolą.
Bułgaria na 7 dni-idealnie, dłużej nie ma co bo tak naprawdę nie ma tam nic konkretnego do zobaczenia, ja byłam z rodzinką bardziej nastawiona na odpoczynek nad morzem i w hotelu ze względu na niedogodności związane z moim stanem zdrowia- niestety w Bułgarii nie czułam się zbyt dobrze. Tak więc piękna niezatłoczona plaża, dużo wolnych leżaków, czyste ciepłe Morze Czarne i piękny piasek zachęcały do korzystania i błogiego lenistwa. Hotel przy samym morzu to idealna sprawa, piękne widoki z balkonu i szum morza, czego więcej chcieć. Jeden dzień poświęciliśmy na wycieczkę objazdową, wypożyczyliśmy samochód i w drogę. Byliśmy zszokowani biedą jaka panuje na tutejszych wioskach. Zobaczyliśmy "Antyczny Nessebar", kupiliśmy pamiątki i to tyle. Warto było polecieć i zobaczyć Bułgarię. Dla mnie ogromnym plusem był bardzo krótki lot bo nie całe 2 godzinki. Jeśli ktoś boi się latać i z tego względu nigdy nie był na zagranicznych wakacjach, polecam na początek Bułgarię właśnie ze względu na tak krótki lot. My preferujemy wakacje all inclusive i dlatego trzeba tutaj zwrócić uwagę na hotel, gdyż większość hoteli wyglądała bardzo obskurnie. Mieliśmy hotel z polecenia więc nie obawialiśmy się że coś będzie nie tak. Jedzenie w hotelu jak do tej pory najlepsze jakie mieliśmy.
Bardzo duży wybór, codziennie coś innego. Z czystym sumieniem polecam hotel Riu Helios Paradise.






poniedziałek, 17 lipca 2017

Lot samolotem...toaleta w samolocie...książka...jak przetrwać tam w górze :)

Podczas mojego lotu na wakacje narodził mi się w głowie pomysł na nowy wpis na mojego bloga.
Niestety boję się latać, najgorszy jest dla mnie start i wznoszenie się oraz nieoczekiwane turbulencje. Odkryłam sposób jak przetrwać ten czas i sobie go umilić.
                                               
 Tym razem rozluźniłam się malutką buteleczką winka musującego kupionego w samolocie ;) Jak to oczywiście bywa po wypiciu napoju musującego szybko nadeszła potrzeba pójścia do toalety, wiem że niektórzy boją się tam pójść ale to nic strasznego, toaleta jak najbardziej ok, nie za duża, ale z racji swojej choroby musiałam korzystać z dużo gorszych i mniejszych toalet np.na żaglówce toaleta przenośna-pomieszczenie w którym się znajdowała było tak małe, że miałam problem z założeniem spodni- było w związku z tym dużo śmiechu ;) Zauważyłam że bardzo dużo osób boi się lądowania, szczerze mówiąc nie mam z tym wielkiego problemu, bardzo pomaga dobra książka, musi naprawdę wciągnąć, wtedy zapominam gdzie jestem i jest łatwiej. Tym razem czytałam książkę "IDEALNA"autorka Magda Stachula.
Polecam- bardzo mnie wciągnęła.




 W czasie moich wakacji o których napiszę za jakiś czas przeczytałam także książkę "NIEZNAJOMY" autor Harlan Coben którą również polecam.

                                 
Także podsumowując dobra książka załatwi wszystko. Życzę samych szczęśliwych lotów :)

piątek, 19 maja 2017

19.05 Światowy Dzień chorych na NZJ

Witam po dłuższej przerwie.
Dziś chciałabym Wam przedstawić co zmienia się w życiu osoby która choruje na NZJ czyli Nieswoiste Zapalenie Jelit. Kiedy byłam zdrowa żyłam zupełnie inaczej, nie martwiłam się co będzie jutro, czy będzie bolało, czy będę się dobrze czuła, czy będę w stanie wyjść z domu. Choroba zaatakowała nagle, oczywiście były wcześniej różne symptomy ale nie myślałam że to początek choroby z którą będę walczyć do końca życia. Ból i krwista biegunka spowodowały że bardzo szybko znalazłam się u lekarza specjalisty. Pierwsza diagnoza jeszcze przed wykonaniem badań okazała się trafna- CU czyli Wrzodziejące Zapalenie Jelita Grubego, choroba przewlekła, autoimmunologiczna.
Kolonoskopia zlecona przez lekarza tylko potwierdziła diagnozę. Zaczęłam leczenie które na początku przynosiło efekty, ale niestety po 3 latach nie mogłam żyć bez dużej ilości sterydów przez co spuchłam jak balon a moje stawy powoli wysiadały.
Po rozmowie z chirurgiem podjęłam decyzję o usunięciu jelita grubego- nie chciałam aby choroba przerodziła się w nowotwór.
Nieswoiste choroby jelit dotyczą wielu z nas i niestety nie mówi się o tym głośno gdyż są to bardzo wstydliwe tematy - nikt nie lubi rozmawiać o kupie :)  Trzeba o tym mówić i nie wstydzić się że coś się dzieje w naszych jelitach, przecież to część naszego ciała. A to że musimy częściej korzystać z toalety i zajmujemy ją na dłuższy czas to niestety jest norma w tych chorobach i jeśli ktoś tego nie akceptuje to już jego problem. Musimy być silni, a w tym bardzo pomaga wsparcie bliskich, więc nie krępujmy się mówić o naszych dolegliwościach i oczekiwaniach, czasami po prostu potrzebujemy pomocy i ogromnego wsparcia. Stres tylko nasila chorobę dlatego starajmy się zachowywać spokój (wiem sama z doświadczenia że jak nie ma toalety w pobliżu to jest ciężko).
W moim przypadku po przywróceniu ciągłości jelit pojawiły się niestety kolejne komplikacje ale nie mam zamiaru się poddawać, choroba motywuje mnie do działania i pomagania innym którzy są w podobnej sytuacji. Zmieniło się moje postrzeganie Świata i innych ludzi. Staram się być silna i nie myśleć o tych złych momentach, ale siłą rzeczy codziennie budzę się z obawą co przyniesie dzień.
Mam wielu znajomych chorujących na NZJ i wzajemnie się wspieramy-bo przecież W KUPIE SIŁA.



niedziela, 23 kwietnia 2017

Czerwonacka Czołówka 2017

Witam po kolejnych zawodach-Czerwonacka Czołówka po raz drugi, powiem szczerze że rok temu było mi bardzo ciężko podczas biegu a w tym mimo wysokiego tętna jakoś tak lżej się biegło.
Niestety to ostatnie jak na razie zawody gdyż muszę zrobić przerwę od biegania. Takie zalecenia lekarzy. Mam tylko nadzieję że szybko wrócę.
Jestem z siebie bardzo zadowolona, miejsce open 87 na 98 osób, wynik 36,34 na 5,6 km ale nie wynik najważniejszy lecz to że przebiegłam i mam kolejny medal który powiesiłam nad łóżkiem.
Jestem także dumna z męża i z naszej znajomej którą namówiliśmy na udział w tych zawodach, a która biegała dopiero od 1,5 miesiąca.Po biegu uczciliśmy to odpowiednio ;)   Uwielbiam biegać i to jest to co chciała bym robić i w czym chciała bym osiągać sukcesy. Niestety zdrowie nie zawsze mi na to pozwala, ale myślę że jeszcze nie jeden medal będzie nad moim łóżkiem.



środa, 19 kwietnia 2017

Rowerkiem z mężem prawie 50 km

Witam
Tak jak w tytule zrobiłam rowerkiem z mężem prawie 50 km, tak dla odmiany od biegania, chociaż ja wolę biegać :) Powiem Wam że po ok 30 km miałam już powoli dosyć ale jakoś trzeba było wrócić do domku. Nogi wysiadały,tyłek bolał. Po takim dystansie zainwestowaliśmy z mężem w spodenki z wkładkami na rower (ja mówię że z pampersem hi hi). Niestety na tą chwilę mam zakaz wysiłku fizycznego czyli niestety rower odpada więc spodenki nie wypróbowane, ale czekają. Biegać niestety też nie mogę co mnie bardzo wkurza ale zdrowie jest najważniejsze. Za miesiąc okaże się co dalej, czy szpital czy co. Lekarze sami nie wiedzą co robić, ale nie będę załamywać rąk i poczekam cierpliwie z nadzieją że będzie ok. Przecież ja jeszcze półmaraton mam do zrobienia :)

wtorek, 28 marca 2017

Rezonans miednicy małej a tatuaż

Postanowiłam napisać o moim przypadku, aby przestrzec wszystkich którzy mają w planie badanie rezonansem magnetycznym.
Dostałam od mojego lekarza prowadzącego skierowanie na rezonans miednicy małej w związku z chorobą i niepokojącymi objawami. Na skierowaniu Pilne, a mimo to termin na sierpień :/ .
Nie mogę tak długo czekać więc zapisałam się prywatnie, termin na następny tydzień :)
Koszty niestety duże ale co zrobić.
Pojechałam na badanie, oczywiście bez makijażu gdyż nie wolno, bez biżuterii, ubrana w bawełniane ciuszki bez metalowych guziczków itp. Wypisałam dokumenty, podpisałam oświadczenie o posiadanych tatuażach i wchodzę... nasunęło mi się w tym momencie pytanie co w związku z tym że mam tatuaże? I całe szczęście że zapytałam bo ostatni robiony 3 tygodnie wcześniej mógłby mi nieźle poparzyć skórę a także mógłby się rozlać. Jeśli więc macie umówione badanie rezonansem nie planujcie tatuażu (chyba że po badaniu). Tym sposobem musiałam poczekać kolejne 3 tygodnie na badanie gdyż od zrobienia tatuażu musi minąć co najmniej 6 tygodni. Taka sama sytuacja jeśli chodzi o makijaż trwały (nie posiadam). Rezonans za 2 dni więc trzymajcie kciuki za dobry wynik i żebym dała radę w tej ciasnej rurze :)

wtorek, 14 lutego 2017

Tatuaż-biżuteria której nie trzeba zdejmowac w szpitalu ;)

Witam ponownie.
Uwielbiam tatuaże, a Wy? Bardzo to wciągające. Oczywiście podstawa to sprawdzone studio, nikt z nas przecież nie chce kolejnej choroby ;) Tak więc zrobiłam kolejny - już 3 na moim ciele.
Pierwszy (wróżka w stylu manga na łopatce) powstał na 30 urodziny. Zawsze o tym marzyłam, a wtedy jeszcze byłam zdrowa. Kolejny powstał na biodrze po zamknięciu stomii - napis "Co mnie nie zabije to mnie wzmocni"- taki odnośnik do moich blizn i walki z chorobą. Trzeci tatuaż (ciekawe czy ostatni) powstał wczoraj, miał być na nadgarstku a jest na ręce, linia życia zakończona fioletową wstążeczką (symbol chorób jelit). Pamiętam jak bardzo bałam się zrobić pierwszy w swoim życiu tatuaż. Teraz po tylu operacjach nie mam z tym problemu - taki ból jest nawet przyjemny :)
Przy wyjściu ze studia powiedziałam " do nastepnego razu". Ciekawe czy będzie następny raz.


sobota, 11 lutego 2017

Pazurkowy zawrót głowy-jedno z uzależnień poza bieganiem :)

Wizytówką kobiety są zadbane dłonie i paznokcie, dlatego pokażę Wam teraz moje pazurki, które co miesiąc zmieniają się nie do poznania.Z racji tego iż moja praca polega na rozmowach z klientami muszę się jakoś prezentować. Zdecydowałam iż zrobię sobie pazurki hybrydowe i tak już prawie rok minął. Malowanie hybrydowe jest bardzo wygodne, wychodząc gdzieś wieczorkiem nie muszę martwic się, że paznokcie nie pomalowane, albo że nie zdążą wyschnąć,  że lakier odprysł.
Poniżej zdjęcia moich paznokci które co miesiąc robi mi bardzo miła pani kosmetyczka. 








piątek, 10 lutego 2017

Święto pizzy

Wczoraj w radiu usłyszałam że jest święto pizzy, uczciliśmy to rodzinnie w bardzo przyjemnej restauracji Italia. Było miło i rodzinnie.Tym sposobem miałam dzień wolny od gotowania :)
Pizza była pyszna :) Do pizzy herbatka z konfiturą :)


środa, 8 lutego 2017

Zima, góry, narty uwielbiam :)

Witam wszystkich ponownie.
Jestem już niestety po feriach zimowych i trzeba było wrócić do pracy.
Fajnie jest tak na chwilę się oderwać od codzienności i pośmigać na nartach.
W tym roku padło na Zakopane. Wynajęliśmy ze znajomymi super domek z widokiem na Góry.
Piękna okolica tylko troszkę dużo ludzi wszędzie, szczególnie na Krupówkach i oczywiście na stokach :/ Ale udało nam się znaleźć super stok na Słowacji gdzie nie było kolejek, a i ceny dużo niższe. Poprzednie moje wyjazdy na narty nie były poprzedzone w miarę regularnymi treningami biegowymi - tym razem jednak było inaczej i wyszło mi to na dobre, gdyż w ogóle nie bolały nogi.
Najgorsze było to, że wyjeżdżałam z mega przeziębieniem i trzymało mnie prawie cały pobyt.
Patrząc na góry zapominamy o problemach, a szusując na stokach możemy poczuć się jak podczas biegu - dla mnie to podobne uczucie. A po nartach grzaniec i oscypek z żurawinką :) Polecam także kulig z pochodniami - super sprawa :) Po kuligu ognisko, kiełbaski, kapela góralska i oczywiście herbatka z prądem, której nie byłam w stanie przełknąć ;)


czwartek, 12 stycznia 2017

Czytam książki tam gdzie król chodził piechotą :) a tak poważnie co warto przeczytać.

Z racji, że chorujący na jelita miewają więcej wizyt w wc niż ludzie zdrowi trzeba było znaleźć sobie zajęcie podczas... :) bo przecież nie samym  facebookiem człowiek żyje.
Dostałam na dzień mamy od mojej córki super książkę ,,Ludzie czy Bogowie" z autografem autora. Wzruszyłam się :)
Z zaciekawieniem czytałam wywiady z lekarzami różnych specjalizacji i wiele zrozumiałam. 
Zrozumiałam też po ostatnim wywiadzie z księdzem, dlaczego chorujemy i co ma nam dać choroba. 
Czasami jest to po prostu zwolnienie w codziennej gonitwie, opamiętanie się w samonapędzaniu, czasami choroba przychodzi po to abyśmy sobie przemyśleli dotychczasowe życie i to jacy jesteśmy. Polecam książkę wszystkim, którzy chcą zrozumieć na czym polega zawód lekarza i dlaczego lekarze są jacy są, czyli dla jednych opryskliwi, dla innych nieuprzejmi, a wręcz lekceważący, a dla jeszcze innych są uzdrowicielami. 
Drugą książkę jaką ostatnio przeczytałam dostałam od męża na święta. Po przeczytaniu streszczenia stwierdził, że to jest książka odpowiednia dla mnie i się nie mylił. 
,,Wiem że tu jesteś" to książka o kobiecie, która uległa wypadkowi w górach - znalazła się pod lawiną i zapadła w śpiączkę. Bardzo wzruszająca historia. Kobieta ta słyszy, ale nie może dać żadnego znaku. 
Na dodatek lekarze chcą ją odłączyć od aparatury podtrzymującej życie. Jest też pewien pan, który się w niej zakochał i ona o tym wie, bo słyszy jak on do niej mówi - zresztą odwzajemnia ona jego uczucia. 
Polecam wszystkim, którzy maja chwilkę czasu i lubią choć trochę czytać książki. 
Ćwiczmy kondycję biegając, ale także szare komórki czytając. 


niedziela, 8 stycznia 2017

Bieg po śniegu i pyszna beza

Dziś pierwszy raz biegałam po śniegu i w takim mrozie (-5).
Muszę przyznać, że było super. Dobry ubiór i żaden mróz nam nie straszny.
Do tego pięknie słońce świeciło, więc grzechem było by nie wykorzystać dnia na bieganie.
Udało się zrobić 5 km. W tym tygodniu to mój 3 bieg :) Do tego zumba z przyjaciółką :)
Wczoraj upiekłam moją pierwszą bezę - zdjęcia poniżej. Beza była przepyszna - ale ten ogrom kalorii :D
Biegam, bo lubię a także po to, aby móc pozwalać sobie na takie przysmaki jak beza czy dziś budyń z malinami. Jestem biegającym łasuchem hi hi. Niestety czasami takie łasuchowanie źle się kończy, ale warto czasami sobie pozwolić. Pozdrawiam wszystkich biegających oraz tych nie biegających łasuchów ;)